czwartek, 18 marca 2010
Wielkanocny koszyczek

Dzisiaj zmiana - nie będzie o decoupage, chociaż parę rzeczy jest gotowych. Dziś przedstawię moją świąteczną serwetkę, bo pomysł wydaje mi się ciekawy. No i łączy w sobie różne techniki: haft kolorowy, szydełkowanie i szycie. Wzór pochodzi z niemieckiej ANNY z połowy lat 90. Moja serwetka jest niewiele młodsza, już prawie zabytkowa, ale skoro używa się jej tylko raz w roku, jej stan nie budzi zastrzeżeń.

Wzór liliowo-fioletowych bratków haftowany muliną, brzegi haftowane ręcznie ściegiem dzierganym. Na środku naszyte dwa koła podzielone szwami na ósemki, obdziergane szydełkową koronką i ściągane sznureczkiem. W te kieszonki wkłada się pisanki, w środek można wstawić np. doniczkę z wiosennymi kwiatkami. Takie dwa w jednym: serwetka z wielkanocnym koszyczkiem.

Na zdjęciu pisanki malowane w czasach przedszkolnych przez moje dzieci, skrzętnie przechowuję :).

niedziela, 20 grudnia 2009
Świąteczne hafty

Wszystko robiłam dawno, więc hafty też. Oto mój stary świąteczny obrus, wyhaftowany kiedyś na ławę. Teraz kładę go na stole jako drugi obrus na złocistym, bo samodzielnie jest za mały. Wygląda całkiem fajnie. Zwykły haft kolorowy, identyczny motyw powtarza się 6 razy. Wzór pochodzi ze starego, niemieckiego, świątecznego wydania Burdy z tym, że tam był biało-srebrny - ja wymyśliłam kolory, ale dziś zrobiłabym to trochę inaczej.

Trochę mniej dawno wyhaftowałam komplet czerwonych serwetek. Haft hardanger wypełniany  złotą nitką. Nie mogę dojść, czy to dzwonek, czy choinka, więc jak kto woli :). Używam w komplecie z czerwoną hardangerową serwetką do chleba, którą pokazywałam kiedyś na początku (teraz dzięki tagom można łatwo znaleźć).

A już całkiem niedawno zrobiłam ażurową gwiazdkę. Wygięty w ten kształt drut kupiłam kiedyś w empiku (nawet kilka, ale na razie tylko jedna gwiazdka doczekała się realizacji). Dość luźno, ale równo tkany len naciąga się na drucianą "formę" i przyszywa ściegiem dzierganym. Potem wnętrze wypełnia się haftem ażurowym mocno ściągając nitki. Na środku obdziergane dziurki z przyszytymi koralikami. Wzór pochodzi z ANNY, ale tam były gwiazdki sześcioramienne, więc musiałam nieco przerobić.

I jeszcze jedna rzecz, tym razem haft krzyżykowy. Wyhaftowałam świąteczną zawieszkę na drzwi (zamiast stroika). Wzór pochodzi z małego wydania Burdy z haftem krzyżykowym z tym, że napis był tam po niemiecku. Nie wyobrażam sobie, żeby wieszać na drzwiach napis po niemiecku (choć widziałam takie rzeczy ;)), więc z dostępnych literek zrobiłam polski.




poniedziałek, 01 czerwca 2009
Serweta z motylami

Parę lat temu wyhaftowałam batystową serwetę ściegiem "janina mat". Dla niewtajemniczonych: haft musi być wykonany na półprzezroczystej tkaninie; po prawej stronie wyhaftowane są tylko kontury wzoru, natomiast po lewej są kolorowe wypełnienia, które prześwitują na prawej stronie. Na tej serwecie motywy są częściowo haftowane po lewej, a częściowo po prawej stronie.

Tak wygląda lewa strona

Koronkę robiłam sama szydełkiem z kordonka nr 80:

Tagi: haft koronka
08:36, 1.hanutka , haft
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 kwietnia 2009
Richelieu

Tą techniką wyszywałam już bardzo dawno, choć dość rzadko. Na początku (jeszcze na studiach), wzięłam się za komplet białych serwetek. Człowiek uczy się na błędach i teraz wiem, że nie mogą być aż tak delikatne, bo któregoś z kolei prania nie wytrzymają. Tak właśnie się z nimi stało. Łączniki popękały, popruło się i właściwie znalazłam już tylko jedną całą. Ale z drugiej strony ma też już swoje lata. Używam jej do koszyczka z pieczywem. Coś krzywa mi na tym zdjęciu wyszła:-(

Na początku lat 90-tych były modne koronkowe kołnierze. Wyhaftowałam sobie jeden taki i nosiłam go do małej czarnej lub gładkiego czarnego swetra. Dziś bym już tego nie założyła (od dawna leży w szufladzie), ale wtedy wzbudzał podziw. Teraz najbardziej w nim podoba mi się guziczek:-)

Nie pamiętam, czy jeszcze coś w ten sposób wyszywałam (oprócz serwetki, której nie skończyłam od 22 lat, a ciągle ją mam). Parę lat temu uszyłam do sypialni dwie duże poduchy powieszone jako zagłówek. Ozdobiłam je koronkowymi motylami. Jest do tego jeszcze haftowana patchworkowa narzuta, ale ją pokażę przy innej okazji. Wewnątrz poduszki są obszyte czerwonym płótnem, żeby prześwitujący materiał pasował do wnętrza.

Na koniec jeszcze "fałszywy richelieu". Znalazłam kiedyś taki pomysł w ANNIE. Byłam wtedy na etapie malowania na tkaninach, więc miałam farby. Tutaj kontury i łączniki są wyszyte łańcuszkiem, a tło zamiast wycinania - pomalowane farbą do tkanin. Poduszka już mi do niczego nie pasuje i leży na dnie szafy, ale myślę, że to taki fajny żart:-)

środa, 22 kwietnia 2009
Hardanger

Uwielbiam tę technikę haftu. Jest bardzo pracochłonna, ale efekt nagradza te wszystkie godziny, dni, miesiące. Spodobał mi się od pierwszego wejrzenia - ta delikatność koronki... Zaczęłam od igielnika. Ciągle go używam, ale nie pokażę, bo ma już ze 14 lat i jest "niewyjściowy". Potem zrobiłam sobie takie rustykalne koronkowe taśmy pod półki z przyprawami, ale teraz mam już inną kuchnię i nie pasują. A później nabrałam rozpędu. Jak zawsze - wszystko robię po swojemu. Nigdy do tej pory nie haftowałam na specjalnej tkaninie do hardangera. Na początku (kilkanaście lat temu) nie można jej było u nas kupić. Poza tym ma ona dość gruby splot - idealnie równy, ale zbyt gruby. Rzeczywiście nadaje się zgodnie z zaleceniami do wyszywania kordonkiem nr 3 i 5. Ale ja lubię delikatność i tracę wzrok nad cienkimi tkaninami. Kupuję len jak najrówniej tkany. Trochę to wymaga szukania, ale udaje się. Haftuję zawsze kordonkiem nr 8. No i wbrew najczęstszym propozycjom w żurnalach, nigdy nie wyszywam na białym (ale się nie zarzekam, to bardzo elegancka wersja). Jednakże zawsze nici są w kolorze tkaniny. Nie lubię tu kontrastów, według mnie burzą tę lekkość koronki.

Najpierw moja zazdrostka, którą wyhaftowałam 13 lat temu do mojej poprzedniej kuchni. Praca trwała (oczywiście z przerwami) 9 miesięcy, ale warto było. W nowym mieszkaniu mam większe okno w kuchni (i inną kolorystykę), a żal było ją wyrzucić (tyle pracy!), więc znalazłam jej inne miejsce: w łazience. Wygląda super i choć już spłowiała od słońca, nie zamierzam jeszcze jej się pozbywać. Może z zewnątrz nie pasuje do nowoczesności bloku, ale takiego okna nikt tu nie ma:-)

A potem poszłam za ciosem. Jeszcze w starym mieszkaniu potrzebna mi była żaluzja do tego okna, bo było od strony południowo-zachodniej. Nie chciałam zasłaniać mojej zazdrostki czymkolwiek, więc wymyśliłam roletę. Pomysł jest mój, choć wzór powtórzyłam z zazdrostki. To kolejne 9 miesięcy pracy. Obie rzeczy wiszą w mojej obecnej łazience.

Póżniej wyhaftowałam jeszcze małą serwetkę świąteczną, którą używam do koszyczka z chlebem (jeśli stół jest w kolorze biało-czerwono-złotym), a do tego dla każdego czerwona lniana serwetka z wyszytą hardangerem złotą nitką małą choinką - nie zrobiłam zdjęcia:-(

A na koniec moje ostatnie dzieło w tej technice - wielki obrus 220 x 160 cm. Oczywiście liliowy, długo szukałam, aż udało mi się kupić w miarę równo tkany len w tym kolorze. Haft jest tylko na środku, bo nie miało być "na bogato". Wokół podłożenia wyszyłam mereżkę. Kupiłam jeszcze trochę tego lnu i zamierzam kiedyś wyhaftować prostokątne serwetki pod talerz (jak nie kładę obrusa), ale nie mam czasu - kiedyś się wezmę:-)

poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Znowu opowieść

Snuję takie opowieści jak babcia wnukom. Choć babcią nie jestem, to jednak bliżej mi niż dalej, więc jestem usprawiedliwiona:-). Teraz czas na opowieść o haftach innych niż krzyżykowe. Pamiętam z wczesnego dzieciństwa taki obraz, jak mama w czasie wakacji siedziała na balkonie i haftowała serwetkę, a ja rozsupływałam splątane muliny i układałam je kolorami. Bardzo lubiłam się tak "bawić". Kilka lat później dostałam dziecięcy zestaw chusteczek do nosa z nadrukowanymi konturami postaci z bajek do wyhaftowania. Mama mi pokazała, jak to robić i jednocześnie większość wyszyła sama. Najważniejsze, czego mnie nauczyła to to, że nie wolno zaczynać od supełka, tylko trzeba zaszyć początek nitki i że lewa strona musi wyglądać niemal jak prawa. Tego trzymam się do dziś. Mimo że polubiłam haft, na początku wyszyłam tylko wzór na bluzce, którą szyłyśmy w piątej klasie podstawówki (ja jeszcze miałam takie fajne zajęcia praktyczno-techniczne w szkole), a potem jakieś etui na długopisy z monogramem dla mojego przyszłego Pana Męża. Na poważnie wzięło mnie dopiero na piątym roku studiów, kiedy miałam 3 tygodnie zwolnienia lekarskiego, musiałam siedzieć w domu i byłam już zmęczona czytaniem i pisaniem pracy magisterskiej.

Czasami pohaftowałabym sobie tak zwyczajnie (nie obraz krzyżykowy), ale mam już trochę tego w szufladach i nie używam, a dalsza rodzina niezbyt podziela mój zachwyt rękodziełem, więc obdarowywanie raczej nie wchodzi w grę.

Lubię różne techniki haftu, a chciałabym spróbować wszystkich. Na początek najłatwiejszy haft kolorowy. Dwie kwadratowe wiosenne serwety sprzed 12 lat, które kiedyś pięknie wyglądały na okrągłym stoliczku na długim okrągłym obrusie w kontrastowym kolorze jako tzw. mitteldecke. Stoliczka już nie ma, więc na ogół leżą w szufladzie. Wzory pochodzą z ANNY. Wyszywane muliną, dobór kolorów własny.

No i jeszcze dwie okrągłe, też wiosenne. Wzór tulipanów  również z ANNY, haftowany kordonkiem, koniczynka wyszywana ściegiem łańcuszkowym i dzierganym, koronka robiona ręcznie szydełkiem z kordonka - wzór z numeru specjalnego BURDY.

Choć serwetki są dość minimalistyczne, na stole prezentują się ładnie. Wzory są delikatne, czyli właśnie takie jak lubię:-)

13:20, 1.hanutka , haft
Link Komentarze (1) »
Zakładki:
Jeśli podobają Ci się moje prace i chciałabyś mieć podobną, napisz do mnie
Kontakt
Moja galeria
Moje albumy
Odwiedzam
Wszystkie przedstawione modele są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich kopiowanie bez mojej zgody.
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i nie zgadzam się na kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez mojej zgody.


Tu kupisz moje prace:

















    free counters

    statystyka
    Toplista Decoupage

    HAND MADE - Rękodzieło