Wpisy z tagiem: urlop
piątek, 26 sierpnia 2011
Czas wracać
Niestety, wakacje prawie się skończyły i trzeba będzie znów wrócić do codzienności. Było pięknie i przyjemnie. I znów inspirująco. Oto kilka zdjęć z zachwycającego miasteczka zamieszkałego przede wszystkim przez artystów.
Nie jest to w Toskanii, lecz w Chorwacji - miasteczko Groznjan w centrum Istrii. Naprawdę warto zobaczyć! W takim miejscu chciałoby mi się tworzyć;) A skoro o czasie, to mam zaległy zegar. Jak zwykle miał być zupełnie inny. Wymyśliłam sobie, że będzie taki vintage. Nakleiłam ornamentową serwetkę jako tło i wena mnie opuściła. Poleżał zegar kilka miesięcy, a ja zmieniłam plany.
Trochę go pocieniowałam, popatynowałam. Cyferki miały być wypukłe, ale pasta strukturalna nie chciała się trzymać podłoża, więc namalowałam je (z pomocą szablonu) farbą metaliczną w kolorze brązu.
Pozdrawiam jeszcze urlopowo z Bryzgla nad Wigrami. Tu też jest inspirująco:)
sobota, 19 lutego 2011
Znów się chwalę:))
Muszę przeprosić, że tak długo się nie odzywałam. Wyjechałam na trochę niespodziewany, ale bardzo potrzebny urlop. Nasz pierwszy urlop "we dwoje" od ponad 20 lat:). Byliśmy w magicznym Kazimierzu - poza sezonem, więc cicho i spokojnie, mnóstwo klimatycznych miejsc, po prostu cudownie:D. I właśnie tam spotkała mnie miła niespodzianka (tzn. spodziewałam się, ale nie tak szybko). Kupiłam takie oto piękne czasopismo:
A w nim artykuł z niesamowitymi wizytownikami:
I wśród tych zachwycających rzeczy wizytowniki moje i Ani:
Przepraszam za jakość zdjęć, ale robiłam szybko i przy marnej pogodzie:
Cieszę się ogromnie. Osoby zainteresowane zapraszam do galerii ArtMaginarium. A wszystkie wizytowniki z "Werandy" można obejrzeć dokładnie tu klikając na panel z wizytownikami po prawej stronie. Przy okazji mniej przyjemna rzecz, bo kilka dni temu weszłam przypadkiem na pewien blog i znalazłam tam...moje wizytowniki. No, niezupełnie moje, ale jakby moje. Nawet zająknięcia o inspiracji czy takich tam. Cóż - mówią, że kopiuje się rzeczy dobre, ale żadne to pocieszenie. Jakiś niesmak pozostał:-/ No to jeszcze jeden nowszy model:):
I podczas naszej nieobecności do domu przyszła wiosna, a z nami wróciła zima:)
czwartek, 13 stycznia 2011
Prezenty
Sprawa nie najświeższa, ale dawno nie pisałam, więc ciągle nowa. W zeszłym tygodniu moja młodsza córka obchodziła urodziny i jeden z prezentów zrobiłam własnoręcznie. Moje dziecko bardzo lubi przedmioty stare, podniszczone i klimatyczne. Bardzo mnie to cieszy, bo to chyba u tak młodych osób dość rzadkie. Ale w końcu ona jest artystką:D. Zawsze podobał jej się u babci kalendarz ze zrywanymi kartkami i stwierdziła, że też taki chce. Sądziłam, że takich używają dziś tylko emeryci ze względu na sentyment. Ale z kupnem kalendarza nie ma problemu, tylko zawiesić go nie ma na czym. Trochę rozmaitych deseczek zrobiłam, ale to miało być coś absolutnie wyjątkowego, tylko dla niej:). Przede wszystkim miało wyglądać na stare. Moja córka ma jeszcze jedno wielkie marzenie: w przyszłości chciałaby mieszkać w Monte Carlo. Ale nie ze względu na kasyna, jachty, pieniądze i szpanerstwo - tam po prostu jest pięknie! Rozumiem ją, bo mnie się tam też bardzo podobało.
Czyż morze nie ma cudnego koloru?
Oprócz marzeń o Monte Carlo moja córka jest też fanką Formuły 1, a tamtejszy wyścig wzbudza zawsze najwięcej emocji. I tak z połączenia tych elementów powstała specjalna deseczka pod kalendarz:
Deseczka o oryginalnym kształcie została oklejona wydrukami starych plakatów z wyścigów w Monako, a potem spatynowana.
A tak się prezentuje na ścianie w towarzystwie niewielkiej części owczego stada:)
A ponieważ sama moja córeczka jest prezentem (ponieważ urodziła się w dniu moich imienin:D), ja też dostałam od niej prezent i też "hendmejdowy":
Pomysł i wykonanie mojej córci, zawartość gotowa:), ale pyszna.
Tę etykietkę sama wymyśliła i zrobiła!
A ja zrobiłam jeszcze zapowiadany już prezent bez okazji dla starszej córki.
Nie dała sobie zrobić zdjęcia na ludziu, więc jest na płasko. Włóczka to gruby, puchaty akryl kupiony za grosze w rzymskim Lidlu, niestety już się mechaci. Druty nr 9, ścieg: ściągacz "półpatentowy", tzn. z jednej strony (prawej) patent, a z drugiej zwykły pojedynczy. Wyszło 40 dag, bo włóczka była w paczkach i tyle musiało starczyć. Zostało mi pół metra nitki:). W sumie sweter mógłby być nieco większy.
Krój raglanowy, bardzo szybko się robiło, mało oczek:). Dekolt wyrabiany na okrągło, ze zbieraniem oczek i ta faza (nie byłam do niej przekonana) zabrała mi...2 miesiące (czekania). Ale jak już się pogodziłam z tym krojem, to zajęło ok. godziny:P
I jeszcze chciałabym serdecznie podziękować za wszystkie życzenia noworoczne! Życzę wszystkim samych radosnych chwil!
wtorek, 21 września 2010
Wakacyjne inspiracje
Strasznie się opuściłam w pisaniu i przyznaję, że to zwykłe lenistwo. No może marazmu trochę też:(. Co jakiś czas miewam chwile zwątpienia i właśnie w takim momencie jestem. Czasami patrzę na decoupage chłodnym okiem i wydaje mi się to strasznie kiczowate. Raczej staram się, żeby nie było przesłodzone, nie przepadam za różyczkami, a na kolor różowy mam alergię, ale to niewiele zmienia. Z drugiej strony (bez żadnych porównań), naoglądałam się na wakacjach mnóstwa pięknych dzieł i też są bogate, kolorowe i wcale za kicz nie uchodzą. No nie wiem... Oto parę urlopowych migawek, jest ich tyle, że nie wiedziałam, które wybrać:)
Detal z fasady w Orvieto:
Mozaika z bazyliki w Rawennie. Chyba w poprzednim życiu musiałam układać mozaiki, stąd moja miłość do puzzli. Gdybym tam mieszkała, byłabym konserwatorem mozaik:)
To nie decoupage, tylko chińszczyzna z byle jaką nazwą miejsca, ale inspiracją może być:)
I gaje oliwne, które zawsze i wszędzie wprowadzają mnie w nastrój pełen zadumy, wyciszenia i refleksji. Na emeryturze mogłabym mieszkać w domu wśród oliwnego gaju.
A to efekt inspiracji. Skromniutki, ale niczego tu więcej nie trzeba. Cisza i spokój:)
Serwetnik pomalowany na oliwkowo, potem na kremowo i mokra farba zbierana papierowym ręcznikiem. Lakierowany na mat.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Jeszcze wakacyjnie
Jakoś trudno mi się zabrać do pisania. Do innych spraw zresztą też. Na razie trochę dom ogarnęłam, wygrywam walkę z praniem i toczę zażarty bój z prasowaniem. Urlop zdecydowanie rozleniwia i spowalnia wszelką działalność. Rok szkolny się zaczyna, trzeba wziąć się w garść i wrócić do rzeczywistości. A póki co, wrócę jeszcze do tematu wakacji i pochwalę się skarbami, na które naciągnęłam Pana Męża:
Ponieważ nie wszystko dobrze widać, wymienię z dumą:-): 1. bibułka z sielankowymi czarno-białymi obrazkami, 2. stemple akrylowe z nutami i pismem (marzyła mi się tarcza zegara, ale nie było :-( ), 3. stempel gumowy z pieczątkami pocztowymi, 4. stempel drewniany z pismem, 5. pasta strukturalna Rayhera, 6. farba pękająca w spray'u, 7. pędzelki stożkowe, 8. zapinka do swetrów bez guzików (takich portfelowych) zrobiona z muszli :-) 9. serwetki zdobyte w restauracjach. Byłam zaskoczona, bo w ciągu 3 tygodni podróżowania po całej masie miejscowości natknęłam się tylko na jeden sklep plastyczno - hobbystyczny (i w nim te zakupy). Dekupażowych rzeczy było niewiele: trochę drewienek, kleje, lakiery i kraki Stamperii, farby różne, papiery tylko do 3D. Za to ogromny wybór wszystkiego do robienia biżuterii i scrapbookingu. Mam wrażenie, że decoupage wcale nie jest tam popularny. Rozmaite galerie i sklepy z pamiątkami na każdym kroku, a nie widziałam ani jednej rzeczy robionej tą techniką! I jeszcze coś z "zupełnie innej beczki":-). W jednym z malutkich miasteczek zamówiliśmy na deser coś, co spodobało nam się z wyglądu:
Podano nam to właśnie tak - w słoiczku, bez wykładania na talerzyk. Zastanawiam się, czy sami powinniśmy to sobie wyłożyć, ale chyba by się nie dało. Więc "na spółę" łyżeczkami to zjedliśmy. To creme caramel - niebo w gębie. Lepsze niż creme brulee. Znalazłam już przepis i muszę kiedyś spróbować :-).
wtorek, 25 sierpnia 2009
I po urlopie
Było miło, ale z przyjemnością wróciłam już do domu. Pod koniec nawet córka nie mogła doczekać się powrotu, choć dla niej oznacza to szkołę. Jednak nie mogę powiedzieć, że wróciłam do pracy (tej twórczej), bo czeka na mnie stos prania, potem prasowania, czyszczenie akwarium i ogarnięcie tego wszystkiego. Jak to możliwe, że pusty dom może się sam tak zakurzyć w 3 tygodnie? :-) Tyle mam pomysłów i muszą poczekać... Trochę wspomnień z wakacji:
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Jeśli podobają Ci się moje prace i chciałabyś mieć podobną, napisz do mnie
Kontakt
Moja galeria
Moje albumy
Odwiedzam
Wszystkie przedstawione modele są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich kopiowanie bez mojej zgody.
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i nie zgadzam się na kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez mojej zgody.
Tagi
![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|