Wpisy z tagiem: cracle

czwartek, 12 stycznia 2012
Pałacowo

Ostatnia rzecz, jaką zrobiłam przed Świętami, to chustecznik na prezent. Miał być stonowany, ale jednocześnie elegancki i bogaty. Styl wiktoriański (bo tak sądzę) podoba mi się w tym wydaniu szczególnie. Do aniołków, dzieci i dam w tym stylu jeszcze się nie przekonałam. Inspiracją była znana książka Maggie Pryce. Wzory te "chodziły" za mną od dawna i na pewno coś jeszcze powstanie.

Grafiki postarzyłam Laccanticante, ale równie dobrze można pokolorować beżową lub żółtą kredką. Ja mam tylko te nieszczęsne, co się nie łamią, ale za to wcale nie mają koloru:(, więc i tak nic nie byłoby widać. Wydruki pozostawione białe nie wyglądają najlepiej, zbyt odcinają się od tła - przy tle kremowym, przy czarnym jest to efekt raczej pożądany. 

Cały chustecznik ma spękania Sotille (trochę za drobne mi wychodzą, chyba za cienkie warstwy nakładam). Wypełniałam brązową farbą olejną. Nie chciałam używać porporiny, żeby spękania się nie błyszczały, bo przy tak drobnych byłoby to przytłaczające, a poza tym przy jakichkolwiek niedociągnięciach (co się zdarza), powstają bardzo błyszczące smugi, które raczej uroku nie dodają.

Na koniec całość lakierowana poliuretanem matowym.

I znowu ulubiona Sade. Na koncercie byłam w listopadzie, ale ciągle go wspominam, bo to z pewnością najpiękniejszy koncert, na jakim do tej pory byłam. Piosenka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nagranie z Bratysławy, bo łódzkie było słabe. Dźwięk nie najlepszy, ale za to widać scenę - naprawdę robiło wrażenie!


czwartek, 01 września 2011
Coś miłego:)

Podczas urlopowej nieobecności spotkała mnie bardzo miła rzecz, bo zostałam wyróżniona przez Urkye. Tym milej, że Ula jest z innej branży:) Bardzo, bardzo dziękuję!



Reguły przyznawania nagrody :

1. Podziękowania i link bloggera, który przyznał Wam tę nagrodę.
2. Skopiuj i wklej logo na swoim blogu i napisz 7 faktów o Tobie.
3. Nominuj 16 innych cudownych bloggerów (pamiętaj, że nie możesz nominować bloggera, który przyznał Ci tę nagrodę).
4. Napisz im komentarz, aby dowiedzieli się o tym!

I tu pojawia się problem: jak wybrać kolejne blogi, kiedy większość z tych, które bardzo lubię, ma już to wyróżnienie albo zastrzega, że wyróżnień nie przyjmuje? Ostatecznie postanowiłam nie przekazywać wyróżnienia. Nie chcę, żeby ktoś poczuł się pominięty albo miał wrażenie przypadkowości. Przepraszam...

Myślałam też, co napisać o sobie i nic dobrego nie przyszło mi do głowy;) Doszłam do wniosku, że jest to blog o mojej "twórczości", a nie o moim życiu, więc niech o mnie mówią rzeczy, bo przecież są cząstką mnie samej.

Parę takich drobiazgów zmalowanych jakiś czas temu:

Deseczka pocieniowana "malarsko", brzegi lekko patynowane na szaro. Pokryta lakierem Touch Me TO-DO - niesamowita w dotyku:)

Metalowa osłonka z Ikei - na storczyki.

Chyba nie najgorzej udało mi się wtopić serwetkę w tło:) Tył jest cały malowany.

I jeszcze jeden produkt z Ikei - konewka na zamówienie (na wzór tej). Cieniowana, patynowana, spękania z użyciem gumy arabskiej, woskowana.

To tyle na dziś o mnie:D



czwartek, 09 czerwca 2011
Z przygodami:)

I znowu będzie print room, który fascynuje mnie od samego początku. 

Do tego kompletu przypraw przymierzałam się już wiele miesięcy temu. Zagruntowałam, pomalowałam i utknęłam. Widziałam już różyczki i lawendę i nie chciałam powielać pomysłów. Print room przyszedł mi do głowy znienacka i natychmiast zabrałam się do pracy. Motywy graficzne przyciemniłam Laccanticante, napisy to transfery.

Gotowy komplet pokryłam spękaniami Sottile, wtarłam brązową farbę olejną (nie chciałam, żeby były błyszczące) i na koniec polakierowałam werniksem szklącym.

I tu się zaczęła przygoda;). Podobno werniks szklący jest nie do usunięcia po wyschnięciu. Otóż ja go całkiem niechcący dokumentnie usunęłam, a właściwie to sam się usunął:D Żeby w trakcie lakierowania nie zakleić dziurek na górze, włożyłam w nie wykałaczki. I tak nakładałam kolejne warstwy lakierów. Kiedy skończyłam i wszystko wyschło, wyciągnęłam patyczki... razem z częścią lakieru. Gdy chciałam te ubytki wyrównać, kolejne warstwy zaczęły odchodzić i w końcu, jak folię, jednym pociągnięciem zerwałam wszystko. No i zabawa zaczęła się od początku, ale byłam już mądrzejsza:) Nadal zatykałam dziurki wykałaczkami, ale zaraz po nałożeniu każdej warstwy lakieru, usuwałam je i teraz jest ok:)


Moja kolejna printroomowa przygoda dotyczy zegara. Pracę nad nim zaczęłam i prawie skończyłam;) rok temu. Robiłam niemal  tak samo, ale zastosowałam spękania Large Dali. Wtarłam w nie pastę Antique Rub w kolorze brązu. Wyszło koszmarnie! Spękania były bardzo drobne, nieregularne, powierzchnia nierówna i do tego wszystko miało odcień pomarańczowy i nie dało się wypolerować. Próbowałam ściągnąć to spirytusem, mleczkiem, woskiem, rozpuszczalnikiem i wszystko bez rezultatu. Schowałam  więc do szafy i co jakiś czas wyciągałam, czekając na lepszy pomysł. A ten przyszedł dopiero teraz:) Podjęłam męską decyzję i włożyłam zegar (bez mechanizmu oczywiście) pod kran. Mydło, szczotka i rewelacja! Spękania zostały, ale gładkie i bez wypełnienia. Tym razem wszystko przetarłam Lacca Scurente i wypolerowałam. Zostało postarzone, przyciemnione, ale spękania wyglądają teraz delikatnie. Na koniec znów werniks szklący i zegar, podobnie jak komplet przypraw, wygląda na porcelanowy. Teraz można go pokazać światu:)


I mój ulubiony "Motorek". W tej piosence fascynuje mnie tekst, niezwykła muzyka i to wykonanie. Wolę je od oryginału. Ale ten teledysk uważam za okropny, zupełnie nie oddający istoty rzeczy. Bardzo płytko i dosłownie pojmujący tekst...


czwartek, 12 maja 2011
Coś starego, coś nowego

Czyli stare wzory na nowych przedmiotach. Im więcej wzorów, tym trudniejszy wybór. Wtedy zawsze bezpiecznie jest sięgnąć po te wypróbowane i lubiane.

Na życzenie siostry dorobiłam listownik do jej chustecznika. Przydały się stare zdjęcia, bo pudełko na chusteczki robiłam 2,5 roku temu. Jak ten czas szybko leci:(

Ponoć podobieństwo widać:)

Druga staro-nowa rzecz, to pudełko na długopisy w stylu kompletu słonecznikowego. Tak spodobał mi się ten wzór, jest taki radosny, że musiałam go zrobić jeszcze na czymś, choć już do samego kompletu nie należy.

Znowu zastosowałam shabby chic, ale taki bardzo delikatny na całości. Takie postarzanie lubię najbardziej.

Dawno nie było muzyki. Dziś znów piękna Sade. Kolejna ulubiona piosenka.



wtorek, 22 lutego 2011
Słonecznikowy boom

Chyba większość z nas ma już serdecznie dość zimy i niecierpliwie wypatruje zdecydowanie cieplejszej pory roku. Choć ostatnie dni są jasne i bardzo pogodne, to jednak temperatura za oknem mrożąca krew w żyłach:). I pewnie z tej tęsknoty za dniami znacznie cieplejszymi ostatnio miałam sporo pytań o słoneczniki. I tak powstał komplet - niekomplet do starej już szafki na klucze.

Ponieważ szafka od samego początku wydawała mi się zbyt mocno postarzona, to przy tym chusteczniku działałam już świecą znacznie delikatniej i efekt jest taki, jakiego oczekiwałam. Pudełko na chusteczki może wygląda skromnie, ale te słoneczniki są wyjątkowo piękne i wydaje mi się, że już żadnych ozdobników nie potrzebują. Na krawędziach trochę jeszcze popatynowałam, a wokół słoneczników zastosowałam cieniowanie monochromatyczne, co nawet nieźle wyszło. Choć na zdjęciu tego nie widać, słoneczniki sprawiają wrażenie nieco trójwymiarowych, co zauważyła moja córka, a ona "ma oko":)).

W podobnym stylu jest też świecznik, ale zamiast shabby chic zastosowałam Cracle Country Stamperii. Może ten mój krak jest już stary albo źle wymieszany, bo od jakiegoś czasu (a stosuję rzadko) spękania wychodzą mi małe, nawet bardzo małe. Co prawda dużych nie lubię, ale takie mikroskopijne to też nie to. Jednakże po patynowaniu krawędzi i tak wygląda to całkiem - całkiem:). Słoneczniki są inne, bo poprzedni wzór oczywiście był zbyt duży.

Zegar też potraktowałam miejscami jednoskładnikowcem. Po doświadczeniu ze świecznikiem posmarowałam dość grubo, długo schło, a efekt taki sam:P. Tylko powierzchnia zrobiła się nierówna.  Po mocnym cieniowaniu i patynowaniu wygląda jakby tak miało być:). A skoro moja córka wyraziła wielką chęć przygarnięcia go, gdyby klientka się rozmyśliła, to znaczy, że jednak nie wyszedł najgorzej:D.

Na koniec duża szkatułka też ze słonecznikami, ale nie w tym stylu. Miała być kopią mojej starej pracy. Wzór zrobiłam na znacznie większym pudełku, cieniowania wyszły mi bardziej naturalnie (bo wtedy to był sam początek) i dodałam dekoracyjny uchwyt. Gwoli ściłości Pan Mąż tu popracował i chwała mu za to:-*


czwartek, 03 lutego 2011
Z Kopernikiem w tle

Właściwie miałam napisać o tym na gorąco w poniedziałek, ale dobrze, że tego nie zrobiłam, bo należało trochę ochłonąć i na spokojnie podejść do tematu.

Otóż przy okazji zakupów w pobliskim centrum handlowym zauważyłam nowy sklep - galerię sztuki użytkowej. Na wystawie był zdekupażowany kufer. No to weszłam pooglądać. Decu było całkiem sporo - różne rzeczy, a wszystkie... takie same. Ja wiem, że każdy ma jakiś swój styl, często dobrze rozpoznawalny. Jak ktoś się czymś bardziej interesuje, zawsze łatwo  po stylu określi autora - ja tak mam: oglądam mnóstwo prac na różnych stronach i tych, których dobrze znam (a ten styl już mają), jestem w stanie rozpoznać. Kiedyś, gdy szyłam, oglądałam mnóstwo pokazów mody i rozpoznawałam kreacje wielkich krawców bez ich loga. Może kiedyś o tym napiszę... Ale własny styl absolutnie nie oznacza, że wszystkie prace są takie same, to raczej świadczy o ubogim warsztacie.

Ale wracając do sklepu - to decu, to po prostu masakra była: wszystko w jednym kolorze, wszystko jednoskładnikowcem po całości i na to niedokładnie wycięta serwetka - wzory różne. Pudełka w środku surowe, jeśli malowane, to bez lakierowania, spód pudełek też bez lakierowania, ale niestety pędzlem machnęło się przy lakierowaniu boków i pozostały wokół dna brzydkie lakierowane "obwódki". Autorka na owych dziełach się nie podpisała, nie dziwię się, też bym się wstydziła. Spytałam na wszelki wypadek sprzedawczynię, czy to nie ona to stworzyła, ale dowiedziałam się, że to właścicielka zamawia u "artystki". Nie skomentowałam tego, bo i po co, ale krew się we mnie wzburzyła. Ja rozumiem, że nie jest łatwo z tego wyżyć, że trzeba dużo i tanio (ceny były podobne jak w galerii internetowej, a sklep w takim miejscu pewnie ma niemałą marżę, więc "artystka" tak naprawdę dostaje grosze, o ile to w ogóle się sprzeda). Ale z drugiej strony to rzeczywiście nie ma różnicy między tym a chińszczyzną. Nie było w tym ani artyzmu, ani duszy. Potem klient jest przekonany, że decoupage to badziewie, bo tylko takie widział, i dziwi się, czemu tak drogo, choć tak naprawdę jest o wiele za tanio. Myślę też, że dużo szkody robi reklamowanie kursów decoupage jako nauki łatwej techniki dla każdego. Wiadomo - marketing, trzeba sprzedać, komu się da, bo z tego się żyje. I jasne, każdy może robić decu, tak jak każdy może narysować domek i drzewko, ale czy to już wystarczy, żeby te dzieła sprzedawać? Powiecie, że skoro ktoś to kupuje, to dlaczego nie. Racja. Już Kopernik powiedział, że zły pieniądz wypiera dobry. I to na tyle moich dzisiejszych rozważań.

A to coś, pod czym nie wstydziłam się podpisać. Bardzo żmudna robota, więc na razie nie planuję powtórki. Po raz pierwszy pierścienie do serwetek:

Miały być gotowe przed Bożym Narodzeniem, ale zabrakło mi pomysłu na wykończenie pudełka. Sama różyczka wyglądała smutno, a różne napisy zbyt masywnie. Po dwóch miesiącach myślenia wpadłam na pomysł z cieniutką złotą ramką i jednocześnie na złote pismo wewnątrz. I jeszcze jedno mogę powiedzieć - nienawidzę malowania (choć bardziej lakierowania) białych przedmiotów (czarnych też nie:))

Róże to wydruk starej pocztówki obrobiony do odpowiednich wymiarów. Pierścienie spękane Sottilem, złota porporina i werniks szklący Maimeri. Wyglądają jak z porcelany.

Zdjęcia kiepskie, bo ciągle zimę mamy:D

środa, 29 grudnia 2010
Kolorowo

Święta minęły szybko, jak zwykle zbyt szybko... Było miło, ciepło i domowo, czyli tak, jak lubimy najbardziej:). Prezenty super (przynajmniej moje), dużo nowego do słuchania.

A wczoraj byliśmy z Panem Mężem w kinie na fantastycznym filmie. "Wyjście przez sklep z pamiątkami" - świetny, coś dla nas, bo o ludziach z pasją, choć zupełnie (a może niezupełnie) inną. Polecam.

Dziś mniej miłe wydarzenie - po raz pierwszy musiałam złożyć na poczcie reklamację - zaginęła jedna z moich paczek, niestety, miał to być prezent gwiazdkowy, więc tym większa przykrość. I w dodatku był to pojedynczy egzemplarz, rzecz nie do odtworzenia. No smutno, nawet odszkodowanie nie jest w stanie zrekompensować tej straty. Może jeszcze jakimś cudownym zrządzeniem losu się odnajdzie...

A teraz przyjemniejsza część, czyli dekupażowe poczynania:). Te podkładki prawie zrobiłam we wrześniu, ale na ten "szyciowy" szlaczek czekały 3 miesiące! No cóż, czasem wena wysiada w Kutnie i idzie gdzieś;D

Pudełko i spód podkładek bejcowane na kasztan i lakierowane na półpołysk. Na środku podkładek spękania Country Style Stamperii kremowe na tle w kolorze starego złota, bardzo delikatne, bo dość cienko posmarowałam. Lakierowałam Deco Varnish Heat Resistant Dali, bo nie chciałam, żeby po poliuretanie zżółkły. Wyszły rustykalne i wesołe:)

A dla niewtajemniczonych, o co chodzi z tym Kutnem:)


czwartek, 02 września 2010
Wspomnienie lata

Właściwie nie lubię lawendy, ale czasami bierze mnie na nią ochota. Ten zegar miał być zupełnie inny. Wzór już był wycięty, a zegar pomalowany na beżowo. I wtedy mnie natchnęło:). Nagle wszystko się zmieniło i praca poszła jak z płatka.

Oto mój lawendowy zegar:

Tło przemalowałam na popielato i zrobiłam lawendowe paski ze spękaniami country. Na to nakleiłam wydarty motyw lawendy z serwetki. Motyw pocieniowałam i domalowałam szare cienie wzdłuż pasków.

Cyferki są wypukłe - z pasty strukturalnej Rayhera, robione szablonem, z tym że mój szablon jest zbyt mały na ten zegar (na większy już się nie załapałam) i musiałam sama wyznaczać miejsca na poszczególne cyfry, ale nie jest to takie trudne. Na tle lawendy cyferki pomalowałam jaśniejszym kolorem, bo nie byłoby ich widać. Początkowo zegar miał czarne wskazówki, ale okazały się mało widoczne na motywie i musiałam je wymienić na inne. Próbowałam tamte przemalować, ale efekt był nieciekawy, więc pozostały do wyboru tylko złote (nie znalazłam wskazówek w innych kolorach niż czarny lub złoty, nawet srebrnych nie było). Trochę psuja efekt (generalnie nie lubię złotych zegarków, choć biżuterię wyłącznie złotą:)), ale przynajmniej je widać, a przecież w zegarach to niezbędne:D. Całość polakierowana na mat.

Pomyślałam nad muzyką i dziś będzie zespół, w którym zakochałam się od pierwszego usłyszenia:), jeszcze na studiach:



poniedziałek, 21 czerwca 2010
Kuferek różany

Kolejny kuferek na biżuterię - różany, postarzany. Życzenie osoby zamawiającej było takie, aby był podobny do kuferka mojej córki, z różami i wyglądający na stary. No to chyba jest:). Sam wzór z papieru ryżowego mile mnie zaskoczył, bo na przedmiocie wygląda dużo delikatniej niż "w całości". Pocieniowałam go dość mocno i poprzecierałam, ale najbardziej postarzyły go spękania z użyciem gumy arabskiej. Nie wiem, czemu te spękania wychodzą mi dość płytkie i jest kłopot z ich wypełnieniem. Może powinnam położyć dwie warstwy lakieru olejnego? Wypełnianie to masakra - znów próbowałam, czym się dało - najlepiej wyszło brązową patyną Rayhera. Nie chciałam, żeby spękania się błyszczały, więc zrezygnowałam z porporiny. No i wyszedł taki mocno stary, sfatygowany kuferek - nie wiem, czy naprawdę taki miał być...


Wykończony lakierem poliuretanowym z połyskiem. Słabo tu widać spękania, a spękało bardzo:), choć gdy go robiłam, było bardzo deszczowo, wilgotno i musiałam na nie czekać aż 3 dni:D.

Wewnątrz bejcowany na kasztan i wyściełany papierem welurowym.

A dziś muzyka, która wprowadza mnie w dobry nastrój i najlepiej mi się przy niej pracuje:). Roda Stewarta wcześniej nie lubiłam (poza Sailing), ale te stare piosenki w jego wykonaniu są fantastyczne - bardzo lubię:). Tu przy okazji znalazłam jeszcze Audrey Hepburn, którą uwielbiam.



sobota, 12 czerwca 2010
Muzyka, muzyka

Zeszyt zrobiony na zamówienie dotarł już do właściciela, więc mogę pokazać. Jedynym życzeniem było użycie tej pięknej serwetki, z którą powstało wcześniej pudełko na CD. Nie chciałam, aby całość została banalnie równo oklejona, więc wymyśliłam inne ułożenie. Miejsca nie oklejone, najpierw pomalowałam złotą metaliczną farbą, potem Cracle Country i farba czarna nakładana gąbeczką. Chyba pasuje:). Całość trochę patynowałam czarną farbą. Na koniec lakier akrylowy z półpołyskiem. Oto efekt (w rzeczywistości chyba lepszy niż na zdjęciach):

A muzycznie dziś Grzegorz Turnau, którego uwielbiam za całokształt. Na jego koncerty mogłabym chodzić choćby codziennie, ale skoro nie za często u nas występuje, muszą wystarczyć mi płyty:)


 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
Jeśli podobają Ci się moje prace i chciałabyś mieć podobną, napisz do mnie
Kontakt
Moja galeria
Moje albumy
Odwiedzam
Wszystkie przedstawione modele są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich kopiowanie bez mojej zgody.
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i nie zgadzam się na kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez mojej zgody.


Tu kupisz moje prace:















galeria ArtImpresja






    free counters

    statystyka
    Toplista Decoupage

    HAND MADE - Rękodzieło