Wpisy z tagiem: obrus

czwartek, 30 kwietnia 2009
Różana serweta

Krzyżykami wyhaftowałam kiedyś prostokątną serwetę na ławę. Robota trwała całe 5 lat, a serwety od dawna w ogóle nie używam. To dość gruby len, nie zawsze o równym splocie, ale wydaje mi się, że nie zniekształciło to specjalnie wzoru. Wszystkie motywy (10) są takie same. Z daleka róże wyglądają jak nadrukowane.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Koronka makramowa

Wiele lat temu znalazłam w jeszcze niemieckiej ANNIE wzory koronek makramowych. Bardzo mi się podobały, ale pojęcia nie miałam, jak je zrobić. Dopiero po kilku latach już w polskim wydaniu zamieszczono kurs, no i zrobiłam jedną taką. Bardzo pracochłonna, ale efekt wart tych tygodni? miesięcy?. Czasami określa się tę technikę mianem "szydełkowania makramowego", ale poza wykonaniem sznureczka szydełko nie jest do niczego potrzebne. Dlatego uważam, że nazwa "koronka makramowa" jest bardziej adekwatna. Właściwie jest to technika bardzo podobna do koronki igłowej z tym, że zamiast obszywania nici, wykonuje się szydełkiem specjalny sznureczek. Wydaje mi się, że wzory koronki igłowej można z powodzeniem wykorzystać do makramowej. Warto ewentualnie je trochę powiększyć, gdyż szydełkowe sznureczki zwykle są grubsze.

Ze względu na pracochłonność mam tylko jedną taką pracę, ale nie zarzekam się, że już do tego nie wrócę. Serwetka jest nieduża ok. 40 x 20 cm.

Koronek igłowych jeszcze nie próbowałam, bo wydaje mi się, że tu pracy będzie jeszcze więcej. Na jedną taką naciągnęłam Pana Męża w Budapeszcie. Tam sprzedająca kobieta robiła takie cuda pomiędzy kolejnymi klientami, a miała tego całe mnóstwo, niektóre ogromne. Szacuneczek! Mnie by się chyba tak przez całe życie nie chciało:-). Chociaż wydaje mi się, że taka "masowa produkcja" szkodzi jakości, chyba nitki powinny być gęściej obszyte. Oto jej serweta:

Niedługo zamieszczę tu krótki kurs koronki makramowej, który obiecałam stanreni50. Już nad nim pracuję.

czwartek, 23 kwietnia 2009
Druciane gadu-gadu

Na drutach nauczyła mnie robić żona mojego dziadka - Angielka, kiedy miałam niecałe 11 lat. Oczywiście po angielsku. Sposobem, nie w języku (choć też). Kto oglądał angielskie filmy (może amerykańskie też - nie pamiętam), ten wie. Po angielsku robiłam aż do czasu studiów wzbudzając powszechne zdziwienie. Potem już sama nauczyłam się "po naszemu" i tak robię do dziś. Ale moją córkę nauczyłam po angielsku (zbiera pluszowe owieczki i na zimę musiała im zrobić szaliki - każdy inny), bo uważam, że dla początkujących to łatwiejszy sposób.

W szóstej klasie na ZPT robiłyśmy sweter na drutach. Koleżankom robiły mamy i babcie, a moja nie umiała i musiałam poradzić sobie sama. Kilka rzędów wydziergał mi ...mój tato. Zrobił tak równiutko, że od razu było widać, że to nie ja. Ale sweter wyszedł całkiem niezły i nie było nawet wstyd ludziom się w nim pokazać. Tak mi się to spodobało, że kiedy powiedziałam, że chciałabym jeszcze, następnego dnia tato wrócił z pracy z książką "Nowe sploty" ze wzorami i modelami  na druty. Mam ją do dziś. W liceum sporo dziergałam prześcigając się w pomysłach z dwiema koleżankami. Robiłam swetry, kamizelki, szale, czapki, skarpetki, rękawiczki z jednym palcem i z pięcioma, spódnice, sukienkę, a dużo później serwety na okrągłym drucie. W czasie studiów często dziergałam w pociągu, żeby nie marnować czasu i pamiętam, jaką sensację wzbudziłam wśród współpasażerek, kiedy robiłam skomplikowane warkocze na dwóch drutach zapasowych jednocześnie:-)))

Teraz robię mało, bo dzieci rzadko coś zamawiają, a ja mam już tego sporo. Jednak od czasu do czasu coś tam z przyjemnością wydziergam. Żałuję, że większość z moich dzieł albo już nie istnieje (sprułam), albo gdzieś oddałam (za małe po dzieciach). Do głowy mi nie przyszło, żeby zrobić zdjęcie. Zresztą nie miałam wtedy odpowiedniego aparatu. Teraz jestem zapobiegliwa i pstrykam na okrągło.

Tydzień temu skończyłam dla młodszej córki sweter z SABRINY. Prościutki, ale taki sobie wybrała, trochę go zmodyfikowałam.

Nie posiadam manekinu, więc muszę pokazywać "na płasko", bo ludziowych fotek to nie chcę. Może znajdę zdjęcia małych dzieci w sweterkach, to zeskanuję. Inne swetry wyszły za ciemno, muszę jeszcze nad nimi popracować, więc będą innym razem.

Za to mam druciane serwety. Niewiele, ale umiem. Zresztą teraz okrągłe już mi się na nic nie przydadzą.

 

Story about szydełko

Zawsze mi się wydawało, że nie umiem szydełkować. Nauczyła mnie chyba w trzeciej klasie podstawówki koleżanka. Były wtedy modne długie, siatkowe, zawiązywane opaski na włosy właśnie robione szydełkiem. Najpierw zrobiłam sobie, a potem inne dziewczyny przynosiły nam kłębki włóczek i robiłyśmy "na zamówienie". Za darmo. Zabawa była świetna. Następnym razem sięgnęłam po szydełko chyba dopiero na studiach, kiedy połowie rodziny zrobiłam łapki do gorących garnków w formie dzbanków w kropeczki (na podstawie zdjęcia w gazecie - schematu nie było). Niektórzy nawet mają je do dzisiaj:-). Ale nadal uważałam, że nie umiem. Dopiero po wielu latach zobaczyłam w żurnalach zupełnie inne, nietypowe wzory serwetek i postanowiłam spróbować. Okazało się to proste i bardzo przyjemnie, więc czasami coś robię. Jednak większość moich dzieł zamieszkuje szuflady, bo nie lubię, kiedy pod każdym bibelotem leży serwetka, brrr. Jak wcześniej wspomniałam, miałam kiedyś romantyczny okrągły stoliczek. Uwielbiałam go dekorować, a szydełkowe i haftowane serwetki wyglądały na nim ślicznie. Teraz mam tylko duży stół w jadalni i kładę tam serwetkę, ale efekt już nie ten. A to niektóre stare serwetki, wszystkim niestety zdjęć nie zrobiłam.

 

środa, 22 kwietnia 2009
Hardanger

Uwielbiam tę technikę haftu. Jest bardzo pracochłonna, ale efekt nagradza te wszystkie godziny, dni, miesiące. Spodobał mi się od pierwszego wejrzenia - ta delikatność koronki... Zaczęłam od igielnika. Ciągle go używam, ale nie pokażę, bo ma już ze 14 lat i jest "niewyjściowy". Potem zrobiłam sobie takie rustykalne koronkowe taśmy pod półki z przyprawami, ale teraz mam już inną kuchnię i nie pasują. A później nabrałam rozpędu. Jak zawsze - wszystko robię po swojemu. Nigdy do tej pory nie haftowałam na specjalnej tkaninie do hardangera. Na początku (kilkanaście lat temu) nie można jej było u nas kupić. Poza tym ma ona dość gruby splot - idealnie równy, ale zbyt gruby. Rzeczywiście nadaje się zgodnie z zaleceniami do wyszywania kordonkiem nr 3 i 5. Ale ja lubię delikatność i tracę wzrok nad cienkimi tkaninami. Kupuję len jak najrówniej tkany. Trochę to wymaga szukania, ale udaje się. Haftuję zawsze kordonkiem nr 8. No i wbrew najczęstszym propozycjom w żurnalach, nigdy nie wyszywam na białym (ale się nie zarzekam, to bardzo elegancka wersja). Jednakże zawsze nici są w kolorze tkaniny. Nie lubię tu kontrastów, według mnie burzą tę lekkość koronki.

Najpierw moja zazdrostka, którą wyhaftowałam 13 lat temu do mojej poprzedniej kuchni. Praca trwała (oczywiście z przerwami) 9 miesięcy, ale warto było. W nowym mieszkaniu mam większe okno w kuchni (i inną kolorystykę), a żal było ją wyrzucić (tyle pracy!), więc znalazłam jej inne miejsce: w łazience. Wygląda super i choć już spłowiała od słońca, nie zamierzam jeszcze jej się pozbywać. Może z zewnątrz nie pasuje do nowoczesności bloku, ale takiego okna nikt tu nie ma:-)

A potem poszłam za ciosem. Jeszcze w starym mieszkaniu potrzebna mi była żaluzja do tego okna, bo było od strony południowo-zachodniej. Nie chciałam zasłaniać mojej zazdrostki czymkolwiek, więc wymyśliłam roletę. Pomysł jest mój, choć wzór powtórzyłam z zazdrostki. To kolejne 9 miesięcy pracy. Obie rzeczy wiszą w mojej obecnej łazience.

Póżniej wyhaftowałam jeszcze małą serwetkę świąteczną, którą używam do koszyczka z chlebem (jeśli stół jest w kolorze biało-czerwono-złotym), a do tego dla każdego czerwona lniana serwetka z wyszytą hardangerem złotą nitką małą choinką - nie zrobiłam zdjęcia:-(

A na koniec moje ostatnie dzieło w tej technice - wielki obrus 220 x 160 cm. Oczywiście liliowy, długo szukałam, aż udało mi się kupić w miarę równo tkany len w tym kolorze. Haft jest tylko na środku, bo nie miało być "na bogato". Wokół podłożenia wyszyłam mereżkę. Kupiłam jeszcze trochę tego lnu i zamierzam kiedyś wyhaftować prostokątne serwetki pod talerz (jak nie kładę obrusa), ale nie mam czasu - kiedyś się wezmę:-)

 
1 , 2
Zakładki:
Jeśli podobają Ci się moje prace i chciałabyś mieć podobną, napisz do mnie
Kontakt
Moja galeria
Moje albumy
Odwiedzam
Wszystkie przedstawione modele są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich kopiowanie bez mojej zgody.
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i nie zgadzam się na kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez mojej zgody.


Tu kupisz moje prace:

















    free counters

    statystyka
    Toplista Decoupage

    HAND MADE - Rękodzieło