Wpisy z tagiem: spódnica
czwartek, 17 czerwca 2010
Na biało
W przerwie między robieniem kompotów truskawkowych na zimę postanowiłam pokazać coś szyciowego:). Wyciągnęłam wreszcie letnie ubrania, wyprasowałam i jestem gotowa. Oto ulubiony letni żakiet z cienkiej lekko gniecionej bawełny, na podszewce. Wykrój pochodzi z BURDY 2/2006, model 129, rozmiar 18.
Żakiet w ogóle, a ten szczególnie, nie jest łatwy do uszycia. To rzecz, która musi dobrze leżeć, wymaga starannego dopasowania i sporej precyzji w szyciu. Początkującym stanowczo odradzam. Na początku też wydawało mi się, że już jestem dobra, ale nawet teraz, po ćwierć wieku(!) intensywnego szycia, nie odważyłabym się tego powiedzieć. Zdecydowanie człowiek z wiekiem mądrzeje:D, a przynajmniej powinien. Szyjąc ten żakiet już wiedziałam, że będzie za mały, ale (naiwna!) nastawiłam się na schudnięcie. Moja starsza córka od początku pocieszała mnie, że ona w wielką chęcią żakiet przygarnie:). Póki co jest u mnie, bo bardzo mi się podoba, a przecież mogę nosić rozpięty.
Zalety: - bardzo ładnie podkreśla figurę, - jest bardzo lekki, - zawsze przykładam wielką wagę do doboru guzików, źle dopasowane mogą zepsuć cały efekt; tu są naprawdę ładne z naturalnego korka z kontrastowymi nacięciami, w dwóch wielkościach. W ładne guziki naprawdę warto zainwestować! Wady: - mnóstwo detali - paski, patki, karczek, rewers, szwy modelujące, stębnowania; bardzo dużo precyzyjnego szycia, - ciasny jest, ale rozmiar 19 byłby w niektórych miejscach zbyt obszerny - wtedy nie przerabiałam jeszcze wykrojów, a szczególnie tak skomplikowanych, - ze względu na kolor szybko się brudzi, a w wodzie prać go nie można:(. Co do zużycia materiału, tu też zastosowałam "optymalizację". Wg BURDY potrzeba 1,70 m szer.120 cm. Ja miałam szerokość 140 cm, aż 2,20 m, ale z tego wyszła mi jeszcze spódnica z fałdami i mała bluzeczka. Oto właśnie jako garsonka (spódnica solo wystąpi innym razem i bluzka też):
Bluzkę żółtą (powyżej) też sama szyłam i sukienkę kolorową (jeszcze wyżej) również:)) Zapomniałabym o muzyce. Film "Trędowata" nie należy do moich ulubionych, ale ten walc z całą pewnością:)
poniedziałek, 24 maja 2010
Totalna optymalizacja
Pisałam poprzednio, jak potrafię oszczędzać na materiale :). Tym razem mój popisowy numer: Parę lat temu weszłam do sklepu z materiałami, "żeby popatrzeć". Od razu rzuciło mi się w oczy śliczne boucle w moich ulubionych kolorach leżące w koszu. Nie wiedziałam, co chcę z tego uszyć, ale że chcę, wiedziałam na pewno. Okazało się, że to już resztka, tylko 55 cm! Ale musiałam je mieć :). Mając taki skrawek materiału już niewiele się wykombinuje. Tym bardziej, że w moim wieku mini się już nie nosi :P. Uszyłam z niego prostą spódniczkę z zaszewkami, ale i z lekko podniesioną talią, bez paska - wykrój pochodzi z BURDY "Małe kobietki" - Wiosna/lato'97, model 828, rozmiar 18. Wg BURDY potrzeba 80 cm materiału szerokości 145 cm. Na dole dodałam jeszcze frędzelki z wystrzępionych pasków - są doszyte do podłożenia, to nie jest wystrzępiony dół, dzięki czemu jest sztywniejszy i lepiej się układa (i nie zaoszczędziłam na podłożeniu). Frędzelki już dziś nie są modne, ale ja je lubię :).
Ale to nic wielkiego uszyć prostą spódniczkę z małej ilości materiału (nie ma tu żadnych "sztukowań"). Mnie jeszcze zostało wystarczająco dużo... na torebkę! I też nic nie sztukowałam :). Wzór torebki pochodzi z BURDY 9/2006, model 146. Tam jest czarna karakułowa - taką też mam, ale o niej innym razem :). Według BURDY na samą torebkę potrzeba 35 cm materiału o szerokości 140 cm. Jak widać - niekoniecznie :D.
czwartek, 29 kwietnia 2010
Syrenka ulubiona
Czas na kolejną syrenkę, zdecydowanie ulubioną. Wcześniejsza sesja zdjęciowa była nieudana, stąd pokazuję ją dopiero teraz. Zanim nie zaczęłam umieszczać tu swoich dokonań krawieckich, nigdy nie robiłam zdjęć swoich ciuchów. Ale teraz właśnie dzięki temu zobaczyłam, jak bardzo może to być pomocne przy przymiarkach. W lustrze zdecydowanie wszystkiego nie widać. Ale gdy obejrzałam zdjęcia, nieco się załamałam, bo do tej pory sądziłam, że to całkiem nieźle leży... No i dopiero teraz widzę, jak duży wpływ na wygląd całości ma mój krzywy kręgosłup. To nie było miłe doświadczenie, ale z drugiej strony bardzo pożyteczne. W przypadku spódnic najmniej rzuca się to w oczy, szczególnie dobrze widać w bluzkach i żakietach. Wspomniała mi o tym dawno temu zawodowa krawcowa szyjąc moją suknię ślubną, bardzo dopasowaną (to ja kiedyś taka chuda byłam?). Teraz, kiedy to zobaczyłam, już niektórych rzeczy na pewno nie pokażę :D. A wracając do syrenki... Jak zwykle skromna w formie, ale ma w sobie coś. Przede wszystkim kolor - trudny, powiedziałabym "burgund". Tkanina to cienka wełna o splocie gabardyny. Wykrój pochodzi ze specjalnego wydania BURDY "Bluzki, spodnie, spódnice" nr 2/2004, model 724 A, rozmiar 36.
A dół układa się bajecznie :)
Tkanina ciemna, więc słabo widać krój. Przód i tył są jednakowe (oczywiście tylko na oko) - długie kliny boczne rozszerzające się nad kolanem. Środkowy klin prawie prosty, sięgający do miejsca, gdzie boczne kliny się rozszerzają. Do niego przyszyta falbana krojona z koła. Wszystkie części (poza falbanami) lekko zwężają się zanim przejdą w falbanę, dzięki czemu ładnie podkreślone są biodra, a część "syrenia" lepiej się układa. Zalety: - bardzo łatwa do uszycia, żadnych trudnych elementów, - cudny kolor, miły materiał, łatwy w obróbce, - nie ma paska, jest bardzo wygodna, pasuje, nawet jak się nieco przytyje :P. Wady: NIE MA!!! A na koniec niespodzianka (nawet dla mnie :), znów zaczęłam szyć! Właśnie jestem w połowie sukienki, zobaczymy, czy wyjdzie ładna. Na razie, niestety, materiał mnie rozczarował, bo smutny jakiś...
środa, 21 kwietnia 2010
Prawie syrenka
Dawno nie było moich spódniczek. Tym razem kolejna niby-syrenka. Trochę mniej wyraźna i efektowna, ale za to bardziej uniwersalna i wygodna. Nie wiem, co to za materiał, jakaś mieszanka pewnie, brązowy przeplatany jaśniejszymi nitkami. Ponieważ jest ciemny, słabo widać krój. Od góry do połowy uda są cztery kliny z zaszewkami skośnie zakończone - pośrodku przodu wyżej, z tyłu łagodniej - w dół. Do klinów doszyte są szerokie falbany krojone z koła. Całość na pasku w talii. Może nie wygląda tak efektownie, ale gdyby uszyć ją z okazalszego materiału, byłaby ciekawa. Bardzo ładnie się układa, zwłaszcza to opadanie falbany z boku jest super. Wykrój pochodzi z BURDY 11/2005, model 118A, rozmiar 36.
Zalety: - bardzo wygodna, nie krępuje ruchów, - łatwo się szyje, trzeba tylko postarać się na stykach szwów, - jest niby zwyczajna, a jednak nie :). Wady: - chyba nie ma, u mnie materiał mógłby być fajniejszy, - trochę za dużo dodałam w talii - jest wygodniejsza, ale nieco straciła fason ;).
czwartek, 25 marca 2010
Moja ukochana ;)
To wbrew pozorom będzie wpis o moim uwielbieniu dla pewnej spódnicy. Uszyłam ją jakieś dwa lata temu, więc to jedna ze "świeższych" spraw, bo przecież od półtora roku niczego nie uszyłam (poza fartuszkiem i etui do wizytowników). Sama nie wiem, jak tak długo mogłam się bez niej obyć :). Jest po prostu doskonała! Nie mam tu oczywiście na myśli mojego wykonania. Wykrój pochodzi z Burdy 8/2007, model 118, rozmiar 36 poszerzony nieco w talii. Ze względu na rodzaj materiału dodałam podszewkę.
Na zdjęciach, niestety, krój jest mało widoczny, więc trochę go opiszę, bo nie jest to taka zwykła rzecz :). Przód jest gładki z małymi karczkami biodrowymi (widać po układzie kratki). Tył też gładki z zapięciem na kryty suwak, bez karczów, ale z zaszewkami; wykrój tyłu ma kształt zbliżony do litery T (po zszyciu szwu środkowego). Z boku na wysokości bioder doszyta jest część z 3 głębokimi fałdami ułożonymi w stronę środków (!) - dwie z przodu, jedna z tyłu. To niecodzienny układ, ale wygląda świetnie. Szwy są schowane w fałdach.
Materiał to dość luźno tkana wełna boucle, kratka asymetryczna. Zalety: - jest niezwykle wygodna, nie krępuje ruchów, można szybko chodzić i wygodnie siedzieć, - nie ma paska, więc nie uwiera i nie "wylewam" się z niej powyżej ;P, - ma idealny kształt i długość - odpowiednie dla mojej sylwetki, - przez swój krój i materiał jest niebanalna, - czuję się w niej świetnie :). Wady: NIE MA! Pewną trudnością jest szycie takiego modelu z asymetrycznej kratki (w Burdzie jest gładka). Trzeba nakombinować się, żeby w najbardziej widocznych miejscach zgrać wzór. W poziomie nie jest to takie trudne, ale w pionie owszem. Nie wszędzie się to udaje, więc np. z tyłu wyraźnie widać cięcia.
piątek, 05 marca 2010
Zielona syrenka
Teraz już nie będzie przydługiej opowieści. Poprzedni wpis trochę mnie ośmielił i przedstawiam kolejną spódnicę. Właściwie jej nie noszę. Uszyta jest z wełny w drobną zielono-czarną jodełkę. Materiał ładny, ale "mięsisty" i bardzo ciężki. Dobrze się układa. Wykrój pochodzi z Burdy 10/2004, model 121, rozmiar 36.
Połączyłam wersje A i B wykroju. Długość i szlufki są z A, aksamitka nad falbaną z B. Kompromisem są dwie falbany (w A pojedyncza, w B potrójna). Zalety: - pisałam, że lubię linię syreny? :D - no ładna jest, taka kobieca :) - nie ma paska w talii, - łatwa do uszycia: przedni i tylny karczek zszyty z trzech części, przód i tył bez szwów, falbany z koła, brak podszewki. Wady: - jest bardzo wąska, szybko się w niej chodzić nie da :P - ponieważ jest tak wąska, w żaden sposób nie da się ukryć nadmiaru sadełka na brzuszku :P - brak podszewki i dlatego odszycie karczka też jest z materiału - ponieważ ten jest gruby, wychodzą bardzo grube szwy, a jest ich na karczku dużo i nie wygląda to dobrze, - pomysł z dodaniem szlufek jest nie trafiony, przy aksamitce na dole, pasek na górze wyglądałby beznadziejnie, mogę je odpruć, ale nie chce mi się :)
czwartek, 04 marca 2010
O szyciu co nieco
Dawno obiecałam i jestem ponaglana przez urkye, więc choć zacznę :). Pamiętam, jak pewnego dnia Tato odebrał mnie z przedszkola i razem poszliśmy kupić maszynę do szycia. Moja Mama nienawidzi szycia serdecznie, już wzięcie igły do ręki przyprawia ją o mdłości. Więc mój Tato postanowił nauczyć się takiego prostego szycia, żeby móc np. podszyć zasłony, firanki, uszyć pościel. I rzeczywiście to on zawsze to robił. Kiedy byłam w piątej klasie na zajęciach praktyczno-technicznych (miałam takie!) dziewczynki szyły i haftowały bluzki z etaminy. Trzeba było zdjąć miarę, pani wykroiła (proste, z raglanowym rękawkiem, z dekoltem obrobionym szydełkiem, ściąganym sznureczkiem - takie trochę ludowe). No i koleżankom uszyły mamy i babcie, a Tato powiedział: "Siadaj i szyj". No i uszyłam, nawet w niej chodziłam :). W szóstej klasie trzeba było uszyć koszulę nocną i spódnicę z 4 klinów i też sama zrobiłam. Mistrzostwo świata to nie było, ale wszystkie te rzeczy nosiłam. Spodobało mi się, ale wtedy nie było u nas żurnali z wykrojami, więc kiedy w ósmej klasie chciałam spróbować uszyć bluzkę, rozprułam starą i według niej skroiłam nową. Ale tego nosić się nie dało, nic nie wiedziałam o kolejności szycia ani o usztywnianiu. Ograniczyłam się więc do przerabiania starych rzeczy: coś zwężałam, coś doszywałam, podszywałam itp. W drugiej klasie liceum pojechałam na wakacje do cioci, która szyła amatorsko dla siebie i kupowała na spółkę z koleżanką w Pewexie "Neue Mode". Jak obejrzałam te żurnale, to oczy mi się zaświeciły. Ciocia objaśniła mi, jak się kopiuje wykroje, kroi, pętelkuje (nie było papieru do kopiowania, choć umiejętność pętelkowania i dziś się przydaje przy cienkich tkaninach), poszłyśmy kupić materiał i wspólnymi siłami uszyłyśmy śliczną spódnicę ołówkową z 6 klinów. Nosiłam ją chyba kilkanaście lat - jak na tamtą szarą codzienność, była wyjątkowa: środkowe kliny były szersze od bocznych i suwak oraz rozporek umieszczono w szwie między środkową a boczną częścią tyłu. Dziś nic niezwykłego, ale pamiętam koleżanki i panie na ulicy szepczące mi na ucho, że spódnica mi się przekręciła :). Potem znów niestety wróciłam do przeróbek, aż któregoś dnia na trzecim roku studiów zobaczyłam w Poznaniu na wystawie śliczną spódnicę, która kosztowała... zbyt dużo. Przyjechałam do domu, powiedziałam o tym Tacie i stwierdziłam, że muszę spróbować sobie uszyć, bo to pewnie nie jest takie trudne. Następnego dnia Tato wrócił z pracy z "gazetowymi" wykrojami na 3 spódnice. W latach 80. można było kupić wykroje na gazetowym papierze :). Uszyłam jedną z tych spódnic, a potem to już poszło :). Kolejne gazetowe wykroje: spodnie, bluzki, żakiet, kurtka. Nie było to idealnie dopasowane, bo nie umiałam tego robić, ale spodobało mi się bardzo. Szyłam też z takiej gazetki "Tylko dla ciebie", pamięta to ktoś jeszcze? Znajoma odkładała Mamie w kiosku :). Pod koniec lat 80. pokazało się u nas w kioskach "Neue Mode" po niemiecku - kupowałam, tłumaczyłam ze słownikiem, bo niemieckiego nie znam, zmniejszałam wykroje, bo nosiłam wtedy 16 :)) - to nie jest angielski rozmiar, to krótkie 32! Kiedy moja córeczka pojawiła się na świecie, szyłam jej śliczne, kolorowe ciuszki, bo takich wtedy w sklepach nie było, a jak były, to zwyczajnie nie było mnie na nie stać. Potem przyszedł czas na Burdę i cudowną "Szafę przedszkolaka". Tam dopiero były cuda! Wreszcie też zaczęto wydawać coś dla mnie, czyli "Małe kobietki" (tytuł uważam za nie trafiony) i z nich mam masę świetnych ubrań. Kiedyś Mama przypadkiem kupiła mi wydany przez Burdę "Podręcznik samodzielnego szycia" i jest to jedna z najważniejszych książek, jakie posiadam. Mimo że właściwie sporo umiem, przy szyciu się z nią nie rozstaję. Ostatnio właśnie urkye przekonała się, jaka jest dobra :). W zasadzie szyłam wszystko: od pościeli po kurtki zimowe i płaszcze na watolinie. A od półtora roku... nic. Bo teraz jest tylko decoupage :). Ale kiedy ostatnio po długim czasie przeglądałam stare Burdy (nowych już nie kupuję), to łezka w oku się zakręciła i może znów usiądę do maszyny (niestety, Pan Mąż nie znosi tego hałasu :( ). Reasumując tę przydługą historię, aczkolwiek dla mnie niezwykle ważną, w szyciu początkująca nie jestem (zaczęłam, kiedy wielu z Was jeszcze na świecie nie było :D, no stara jestem, stara :P), ale zajmuję się tym wyłącznie amatorsko. Poza sobą, moimi dziećmi i parę razy Panem Mężem nikomu nic nie uszyłam. Jestem perfekcjonistką i nie czuję się na tyle pewnie, żeby komuś coś proponować. Szyję wyłącznie z gotowych wykrojów, dopasowując je do swojej sylwetki. Wszystkie uszyte przez siebie ubrania noszę (co nie znaczy, że wszystkie lubię), a w mojej szafie od zawsze ok.80% stanowią rzeczy uszyte własnoręcznie. Kiedyś prowadziłam statystykę swoich wyrobów, gdy doszłam kilka lat temu do 300, przerwałam spisywanie :). Więc trochę tego jest... No to teraz trzeba coś na dowód :). Najbardziej lubię szyć spódnice, bo są łatwe i niewiele muszę przy nich zmieniać. Oto jedna z moich spódnic, wydaje mi się efektowna mimo swojej prostoty, czyli klasyczna elegancja. Wykrój pochodzi z Burdy 4/2005 model 108 B, rozmiar 36 z nieco poszerzoną talią :P.
Urkye pozwoliła mi na wykorzystanie swojego sposobu opisywania zalet i wad, więc korzystam, bo to dobry pomysł. Zalety: -prosty krój z pojedynczymi zaszewkami z przodu i z tyłu, łatwy do dopasowania, -uwielbiam krój "syreny"- spódnice, które rozszerzają się w okolicy kolan, - fajny materiał - chyba poliester (na ogół nie lubię), ale cienki, lekki, miły w dotyku, nie elektryzuje się, jednak trochę się gniecie; świetny kolor i wzór - bardzo stonowany i elegancki. Wady: - nie lubię spódnic z paskiem w talii, dla mnie są niewygodne i przez pewien "nadmiar" w tym miejscu źle w nich wyglądam, muszę wykładać bluzkę na wierzch, jak na zdjęciu 1. - trudno dobrze wszyć podszewkę przy rozcięciu z przodu, żeby przy chodzeniu nie ciągnęła materiału, a jednocześnie nie "zaglądała" przez rozcięcie, - prążki nie są łatwe do szycia w dodatku z falbaną z koła, trzeba trochę pokombinować, żeby w najważniejszych miejscach zgrać wzór. Ale ogólnie jest ok, choć wstydzę się tak tu pokazywać ;). |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Jeśli podobają Ci się moje prace i chciałabyś mieć podobną, napisz do mnie
Kontakt
Moja galeria
Moje albumy
Odwiedzam
Wszystkie przedstawione modele są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich kopiowanie bez mojej zgody.
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i nie zgadzam się na kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez mojej zgody.
Tagi
![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|