Wpisy z tagiem: muzyka
sobota, 18 lutego 2012
Muzykalna dama
Zaległości ciąg dalszy. Chciałam zrobić kolejną toaletkę z damą, bo ta poprzednia bardzo mi się podobała. Właściwie planowałam taką samą lub bardzo podobną, ale w trakcie szukania obrazka położyłam na niej kawałek papieru nutowego i zmieniła mi się koncepcja;) Chyba, niestety, na gorszą, bo nie jestem specjalnie zadowolona. Ale też nie przepadam za robieniem tej samej rzeczy po raz drugi.
Sama toaletka jest efektowna, ale ma mnóstwo trudno dostępnych zakamarków do malowania i lakierowania. Wymaga trochę gimnastyki z pędzlem:D
Papier nutowy nieco opalony na brzegach, mocno patynowany. Brzegi klapki muśnięte na brązowej bejcy złotą farbą. Całość lakierowana na półpołysk, motyw werniksem szklącym. Wewnątrz wyklejona brązowym papierem welurowym - zawsze tak wykańczam pudełka na biżuterię.
Toaletka zrobiona dawno, co widać po jesieni za oknem odbijającej się w lusterku:) Muzyka niezbyt w temacie, ale chodzi za mną od tygodnia:
poniedziałek, 06 lutego 2012
Starocie
Nie rozkładałam mojego warsztatu już chyba 3 tygodnie. Taka niemoc jakaś i zniechęcenie mnie ogarnęło. Coraz częściej mi się to zdarza i coraz dłużej trwa. Trzeba coś z tym zrobić:) Mnóstwo rzeczy bym chciała robić, ale nie mogę się zebrać w sobie. Póki co, dziergam wielki sweter dla córki, dziergam i pruję, i znowu dziergam, ale kiedyś skończę;) Dlatego dekupażowo nic nowego nie ma. Staroci pozostało jeszcze kilka do pokazania. Dzisiaj dwie szkatułki dość podobne w stylu.
Motyw jest wycięty, z cieniowaniami monochromatycznymi i nieskromnie powiem, że efekt spodobał mi się. Bawełniana koronka czyni je jeszcze bardziej retro.
Wewnątrz zaszalałam, popatynowałam i całe postemplowałam. Miało wyglądać mocno zużyte:) Może trochę przesadziłam i wnętrze sprawia wrażenie raczej braku szacunku dla przedmiotu niż normalnego używania:D
Drugie pudełko długo czekało na wykończenie. Serwetkę przykleiłam bardzo dawno, ale znów zabrakło pomysłu na resztę. Lecz ja się nie śpieszę - pośpiech i chęć szybkiego skończenia jest prawie zawsze złym doradcą. Pudełeczko poleżało i w końcu pomysł się pojawił.
Serwetka nie jest przyklejona "po całości". Znów zastosowałam cieniowania monochromatyczne, a wokół hortensji dodałam brązowe stempelki z pismem i zawijasami. Wydaje mi się, że dobrze oddają klimat. Brzeg klapki malowany metaliczną złotą farbą.
Ze środkiem znów miałam problem i nie jestem do końca zadowolona z realizacji pomysłu:) Ale nie lubię "gołych " pudełek wewnątrz, więc staram się zawsze coś wykombinować. Tym razem też patyna i stempelek z pismem oraz pojedyncze kwiatki hortensji.
Na zakończenie piękna zimowa muzyka, której słucham niemal codziennie. Tę niesamowitą płytę dostałam od Pana Męża pod choinkę:* A teraz tylko ogień w kominku i filiżanka gorącej czekolady...
czwartek, 02 lutego 2012
Wielki smutek
Z wielkim żalem przeczytałam dziś wiadomość, że odeszła Wisława Szymborska, wspaniała poetka i wielki człowiek. Zawsze wzrusza mnie ta piosenka:
czwartek, 12 stycznia 2012
Pałacowo
Ostatnia rzecz, jaką zrobiłam przed Świętami, to chustecznik na prezent. Miał być stonowany, ale jednocześnie elegancki i bogaty. Styl wiktoriański (bo tak sądzę) podoba mi się w tym wydaniu szczególnie. Do aniołków, dzieci i dam w tym stylu jeszcze się nie przekonałam. Inspiracją była znana książka Maggie Pryce. Wzory te "chodziły" za mną od dawna i na pewno coś jeszcze powstanie.
Grafiki postarzyłam Laccanticante, ale równie dobrze można pokolorować beżową lub żółtą kredką. Ja mam tylko te nieszczęsne, co się nie łamią, ale za to wcale nie mają koloru:(, więc i tak nic nie byłoby widać. Wydruki pozostawione białe nie wyglądają najlepiej, zbyt odcinają się od tła - przy tle kremowym, przy czarnym jest to efekt raczej pożądany.
Cały chustecznik ma spękania Sotille (trochę za drobne mi wychodzą, chyba za cienkie warstwy nakładam). Wypełniałam brązową farbą olejną. Nie chciałam używać porporiny, żeby spękania się nie błyszczały, bo przy tak drobnych byłoby to przytłaczające, a poza tym przy jakichkolwiek niedociągnięciach (co się zdarza), powstają bardzo błyszczące smugi, które raczej uroku nie dodają.
Na koniec całość lakierowana poliuretanem matowym. I znowu ulubiona Sade. Na koncercie byłam w listopadzie, ale ciągle go wspominam, bo to z pewnością najpiękniejszy koncert, na jakim do tej pory byłam. Piosenka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nagranie z Bratysławy, bo łódzkie było słabe. Dźwięk nie najlepszy, ale za to widać scenę - naprawdę robiło wrażenie!
poniedziałek, 19 września 2011
Trochę shabby
Mój "reset", niestety, nie trwał tak długo, jak chciałam, ale cóż... Coś tam robię, lecz staram się powoli, bez presji. W końcu ma to być przyjemność:) Mam w pokazywaniu zaległą jeszcze jedną szafkę na klucze. Powstała przed urlopem i trochę krwi mi napsuła. Miała być shabby, kremowa na bordowym. Pomalowałam ją wiśniową bejcą. Sądziłam, że jak na to nałożę jasną farbę, to bejca ładnie przebije i będzie właściwy efekt. Bejca, owszem, przebiła i szafka zrobiła się fioletowa:D Zupełnie nie o to mi chodziło, więc następna warstwa farby i następna... Niby jaśniej, ale ciągle nie to. W końcu postanowiłam zrezygnować z shabby i zamalować to paskudztwo całkiem na kremowo. W tym celu szafkę polakierowałam, żeby "odciąć się" od tamtych kolorów, a wówczas szafka zaczęła... krwawić. Dokładnie tak - wychodziły na wierzch czerwone krople! Pościerałam to i jeszcze raz (10?) pomalowałam na kremowo. Teraz efekt już był właściwy, a ślady krwawień są widoczne w niektórych zakamarkach.
W rzeczywistości jest trochę bardziej kremowa niż różowa na zdjęciach.
W zeszły poniedziałek byliśmy na koncercie Bryana Ferry. Bardzo mi się podobał, choć nagłośnienie mogło być zdecydowanie lepsze. Zwłaszcza druga część koncertu była świetna, muzycy rewelacyjni. Szkoda, że nie doczekaliśmy się bisów:( Znalazłam na Youtube nagranie, kiepski dźwięk, ale dobry obraz. Ja też tam klaskałam:D
piątek, 22 lipca 2011
Leśne elfy
Tyle rzeczy mam zaległych, że nawet nie wiem, od czego zacząć... Może dziś o nietypowym dla mnie zamówieniu (a właściwie dwóch), bo o butelkach. Miałam zrobić dwie małe piersiówki (100 ml) z elfami. Początkowo wydawało się, że nic z tego nie będzie, bo my nietrunkowi jesteśmy i takowych butelek nie mamy. Powiedziałam sobie, że po śmietnikach szukać nie będę;) Aż tu dobry Pan Mąż z popołudniowej przebieżki przyniósł mi sztuk kilka:D. Ponoć w okolicy wielu panów pod gołym niebem trunkami tymi raczy się, kosza już potem nie szukając. No i butelki wyszły całkiem fajnie:
Buteleczki są dwustronne i można ustawiać je według uznania.
Takie słodkie i delikatne. Są tylko do ozdoby, nie miały być użytkowe. Pani tak się spodobały, że poprosiła o jeszcze trzy. Tych nie udało się już zdobyć w okolicy;), bo panowie raczej "drinkują" mniejsze ilości, więc musiałam kupić (puste). Tym razem wytyczne, co do zdobienia, były szczegółowe. Zrobiłam wszystko dokładnie z życzeniem, ale nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Te pierwsze robiło mi się dużo przyjemniej:)
Te są jednostronne.
Muzycznie znów będzie Sade - ostatnio moja ulubiona piosenka, choć bardzo stara. A nie będzie tak bez okazji, bo muszę się pochwalić, że niedawno mieliśmy kolejną rocznicę ślubu i dostałam w prezencie bilety na listopadowy koncert. To była wielka i cudowna niespodzianka. Niesamowicie się cieszę:)
Płytę tę dostałam od mojej córeczki na Dzień Matki:) Jest cudna, ciągle jej słucham.
czwartek, 09 czerwca 2011
Z przygodami:)
I znowu będzie print room, który fascynuje mnie od samego początku. Do tego kompletu przypraw przymierzałam się już wiele miesięcy temu. Zagruntowałam, pomalowałam i utknęłam. Widziałam już różyczki i lawendę i nie chciałam powielać pomysłów. Print room przyszedł mi do głowy znienacka i natychmiast zabrałam się do pracy. Motywy graficzne przyciemniłam Laccanticante, napisy to transfery.
Gotowy komplet pokryłam spękaniami Sottile, wtarłam brązową farbę olejną (nie chciałam, żeby były błyszczące) i na koniec polakierowałam werniksem szklącym.
I tu się zaczęła przygoda;). Podobno werniks szklący jest nie do usunięcia po wyschnięciu. Otóż ja go całkiem niechcący dokumentnie usunęłam, a właściwie to sam się usunął:D Żeby w trakcie lakierowania nie zakleić dziurek na górze, włożyłam w nie wykałaczki. I tak nakładałam kolejne warstwy lakierów. Kiedy skończyłam i wszystko wyschło, wyciągnęłam patyczki... razem z częścią lakieru. Gdy chciałam te ubytki wyrównać, kolejne warstwy zaczęły odchodzić i w końcu, jak folię, jednym pociągnięciem zerwałam wszystko. No i zabawa zaczęła się od początku, ale byłam już mądrzejsza:) Nadal zatykałam dziurki wykałaczkami, ale zaraz po nałożeniu każdej warstwy lakieru, usuwałam je i teraz jest ok:) Moja kolejna printroomowa przygoda dotyczy zegara. Pracę nad nim zaczęłam i prawie skończyłam;) rok temu. Robiłam niemal tak samo, ale zastosowałam spękania Large Dali. Wtarłam w nie pastę Antique Rub w kolorze brązu. Wyszło koszmarnie! Spękania były bardzo drobne, nieregularne, powierzchnia nierówna i do tego wszystko miało odcień pomarańczowy i nie dało się wypolerować. Próbowałam ściągnąć to spirytusem, mleczkiem, woskiem, rozpuszczalnikiem i wszystko bez rezultatu. Schowałam więc do szafy i co jakiś czas wyciągałam, czekając na lepszy pomysł. A ten przyszedł dopiero teraz:) Podjęłam męską decyzję i włożyłam zegar (bez mechanizmu oczywiście) pod kran. Mydło, szczotka i rewelacja! Spękania zostały, ale gładkie i bez wypełnienia. Tym razem wszystko przetarłam Lacca Scurente i wypolerowałam. Zostało postarzone, przyciemnione, ale spękania wyglądają teraz delikatnie. Na koniec znów werniks szklący i zegar, podobnie jak komplet przypraw, wygląda na porcelanowy. Teraz można go pokazać światu:)
I mój ulubiony "Motorek". W tej piosence fascynuje mnie tekst, niezwykła muzyka i to wykonanie. Wolę je od oryginału. Ale ten teledysk uważam za okropny, zupełnie nie oddający istoty rzeczy. Bardzo płytko i dosłownie pojmujący tekst...
wtorek, 17 maja 2011
Greczynka
Miałam niedawno zamówienie na szafkę na klucze taką jak ta. Tego obrazka już, niestety, nie posiadam, więc zaproponowałam inny. Został zaakceptowany i powstała kolejna szafka w "greckim stylu".
Bejcowana na ciemny orzech, mocno przecierana. Wewnątrz postanowiłam zrobić coś na wzór fresku odkrytego na ścianie.
Wokół jest naklejony pasek serwetki z meandrem, środek pomalowany na bordowo. A potem zrobiłam mocny shabby chic. Posmarowałam świecą grubo niemal całą powierzchnię, zamalowałam dwukrotnie kremową farbą i gruboziarnistym papierem ściernym zdarłam prawie wszystko. Czyli niemal dosłownie ten fresk odkryłam:). Jeszcze popatynowałam na krawędziach i w narożnikach i oto jest! Motywy lakierowane na mat, bejca na półpołysk. Nowej właścicielce się podobała:) I muzyka zupełnie nie grecka. Może trochę słodka i sentymentalna, ale wprowadza w miły nastrój i mnie się przy niej świetnie pracuje:). W ogóle tę piątą płytę lubię najbardziej, lecz tak jest właściwie z każdą kolejną (oprócz drugiej - ale wtedy dostałam dwie naraz, więc mogłam jej nie polubić;))
czwartek, 12 maja 2011
Coś starego, coś nowego
Czyli stare wzory na nowych przedmiotach. Im więcej wzorów, tym trudniejszy wybór. Wtedy zawsze bezpiecznie jest sięgnąć po te wypróbowane i lubiane. Na życzenie siostry dorobiłam listownik do jej chustecznika. Przydały się stare zdjęcia, bo pudełko na chusteczki robiłam 2,5 roku temu. Jak ten czas szybko leci:(
Ponoć podobieństwo widać:)
Druga staro-nowa rzecz, to pudełko na długopisy w stylu kompletu słonecznikowego. Tak spodobał mi się ten wzór, jest taki radosny, że musiałam go zrobić jeszcze na czymś, choć już do samego kompletu nie należy.
Znowu zastosowałam shabby chic, ale taki bardzo delikatny na całości. Takie postarzanie lubię najbardziej.
Dawno nie było muzyki. Dziś znów piękna Sade. Kolejna ulubiona piosenka.
wtorek, 08 marca 2011
Paris, Paris
W Paryżu byłam tylko raz kilka lat temu i od tego czasu ciągle za nim tęsknię:). Nie byliśmy na zorganizowanej wycieczce, więc chodziliśmy, gdzie chcieliśmy, kiedy chcieliśmy i jak chcieliśmy. To najlepszy sposób na poczucie atmosfery miasta. Przypadkowo trafiliśmy na "Noc muzeów" i poszliśmy w nocy do Luwru:). Wcale nie było kolejek jak u nas przy takiej okazji. Paryż jest piękny. Kiedy zobaczyłam tę serwetkę, od razu wiedziałam, co z nią zrobię.
Szafkę malowałam rozwodnioną farbą beżową i popielatą. Motyw lakierowany na mat, reszta na półpołysk.
Nie lubię rzeczy bez wykończenia w środku, więc wkleiłam drugą warstwę tej samej serwetki i trochę popatynowałam na beżowo.
I w temacie muzyka, która od dawna czekała na tę okazję. Całą płytę uwielbiam, a tę piosenkę chyba najbardziej - znacznie bardziej niż tytułową "Paris, Paris". |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Jeśli podobają Ci się moje prace i chciałabyś mieć podobną, napisz do mnie
Kontakt
Moja galeria
Moje albumy
Odwiedzam
Wszystkie przedstawione modele są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich kopiowanie bez mojej zgody.
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i nie zgadzam się na kopiowanie i umieszczanie ich na innych stronach bez mojej zgody.
Tagi
![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|